Przecież mamy wiedzą wszystko! Czyli bycie mamą… oczami matki

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Dzień Matki już za nami, czas na małe podsumowanie. Z okazji tego (moim zdaniem mało potrzebnego) święta naszło mnie parę refleksji. Dlaczego mało potrzebnego? No cóż, matką się po prostu jest i sam fakt bycia nią nie jest czymś godnym święta. Ważne jest JAKĄ matką się jest i to ma największe znaczenie. Wydaje mi się, że za bycie dobrą matką, mamy są wynagradzane przez swoje dzieci – nie ma nic lepszego niż „dziękuję mamusiu” albo „dobranoc kochana mamusiu, ty też śpij dobrze i żeby ci się przyśniły same cudowności” albo moje ulubione „przesyłam ci miliony serduszek w jednym serduszku i miliony buziaczków w jednym buziaczku” :😄Serce mięknie, łzy cisną się do oczu, a wszystkie wkurwy z dnia bieżącego znikają niczym kamfora 🤗

Mamo a jak działa silnik odrzutowy?

Jako że większą cześć tygodnia spędzam sama z dzieciakami, czasem zdarza mi się odpowiadać na pytania, na które zwykle odpowiadam „Nie wiem, zapytaj tatę”. Grzegorz jest na wyjeździe, więc jestem p.o. Taty 😊 Nie mam z tym problemu, chyba że temat dotyczy spraw, na których się kompletnie nie znam.

Jakąś tam wiedzę ogólną mam (oglądało się Discovery Channel 😉), ale zdarzają się pytania, które wykraczają poza nią. Ostatnimi czasy jest ich coraz więcej, nic dziwnego, skoro dzieci są coraz starsze. Parę dni temu musiałam podać Marcinowi do łóżka przed spaniem globus, bo uparł się, żeby zobaczyć gdzie leży Grenlandia. Pamiętam jak któregoś razu nie znałam odpowiedzi na jego pytanie o działanie silnika odrzutowego. Reakcja Marcina była bezcenna – poszedł do swojego pokoju, stanął na środku, westchnął i rzekł do samego siebie – To bardzo dziwne… przecież mamy wiedzą wszystko!

Podobnie było, kiedy Marcin rozkminiał temat śmierci. Pisałam o tym TU. Wtedy było mi ciut łatwiej, gdyż jestem dumną posiadaczką dyplomu licencjata studiów filozoficznych 😀

Mama a gdzie jest Bobo?

Matka musi być wszechwiedząca we wszystkich aspektach. Nie tylko w kwestiach tłumaczenia działania wszechświata i okolic, ale również położenia przedmiotów wszelkiej maści – od ulubionej koszulki (musi też wiedzieć która koszulka jest aktualnie tą ulubioną) i ukochanego misia Bobo, po mały zielony breloczek w kształcie bliżej nieokreślonym, który dzieciak pieprznął gdzieś bezmyślnie tydzień temu. 

Czas odpowiedzi na pytania jest krótki, więc na prędkości mózg przegląda wszystkie obrazy, na których zauważył coś kątem oka, by wychwycić moment odłożenia gadżetu w „jakieś” miejsce. Nie wiem jak to się dzieje, że umysł bezwiednie ogarnia takie rzeczy. 

To naprawdę niesamowita supermoc! ALE jest zarezerwowana tylko dla kobiet – mężczyźni też nie ogarniają gdzie co leży, nawet jeśli sami to tam położą 😉. Nie ma też co się łudzić, że jak im się powie, to zapamiętają – jak kobieta coś im tłumaczy, oni słyszą tylko szum morza 😛

Maszyna do ogarniania

Nie wiem jak to wygląda w innych domach, ale u mnie poranki to walka z czasem, sprint podzielony na interwały i sztafeta 😄. Czasem mam wrażenie, że w ciągu całej reszty dnia nie ogarniam tylu rzeczy co rano. Poranne ćwiczenia, prysznic i makeup, budzenie dzieci, robienie śniadania do szkoły i pracy, znów budzenie dzieci, kontynuowanie produkcji śniadania (międzyczasie darcie się z drugiego końca domu, żeby dzieciaki myły się szybciej) i znów śniadanie, przygotowanie ubrań dzieciakom, zaganianie do wyjścia z domu, zaganianie do samochodu (ewentualnie na rower), jazda do szkoły, powrót do domu, bo Marcin nie wziął plecaka 😅. No i wtedy, na spokojnie do pracy… aż strach pomyśleć, że jest dopiero 8 rano 😳. 

Każdy ma swoje priorytety

Po południu wcale nie jest lepiej. Od razu po pracy wpadam z prędkością światła po małe zakupy, a potem odbieram dzieci i jedziemy do domu. O ile nie trzeba od razu zapierdzielac na basen, to popołudnie do wieczora spędzam na robieniu jedzenia, praniu, sprzątaniu… odkurzaniu i myciu podłogi po tym jak Nina stłucze szklankę 😅 i niekończącym się odkładaniu rzeczy na ich miejsce (one żyją własnym życiem! Zaczynam podejrzewać, że jak wydzodzimy z domu, to dostają jakichś nibynóżek i złośliwie się przemieszczają). Jak przychodzi do mycia okien albo gruntownego mycia łazienek zdojrzewam do zatrudnienia pomocy domowej. Do mycia okien zabierałam się od marca…🙄 Na początku maja stwierdziłam, że czas popytać ile kosztuje usługa sprzątania domu. Po małym badaniu rynku stwierdziłam, że nawet mnie stać, ALE wolę sprzątać sama, a za zaoszczędzone pieniądze coś sobie kupić 😁 Dzięki temu mycie okien poszło jakoś bardziej ochoczo 😉

Bycie mamą jest super

W sobotę rano obudziliśmy się w przyczepie, dzieci oglądały jakąś bajkę. Nina oburzonym głosem  skomentowała zakończenie filmu – Ożenili się?!? Fuj!!! Co za obrzydlistwo całować się w usta! Usta – kapusta! Ble!

😂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *