Oczekiwania kontra rzeczywistość, czyli o tym jak bałwan strzelił focha

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Weekend z odpoczynkiem ma tyle wspólnego, co mój mąż i granie na harfie – nic. Na weekend ambitnie zaplanowałam ZPT (dla niewtajemniczonych – Zajęcia Praktyczno – Techniczne). Miał być piękny biały bałwan z papier mache, a wyszedł goły bałwan z fochem. Jak się okazało z tym klejem jednak było coś nie tak i gdybym wzięła klej do tapet, to na pewno by się udał – oba fragmenty wypowiedzi żywcem wzięte z ust mojego ukochanego, który jak zwykle ma rację.

Cała historia ma swój początek w męczącym mnie od czasu do czasu nieposkromionemu pragnieniu zrobienia czegoś ładnego własnoręcznie. Od kiedy pamiętam, już jako mała dziewczynka lubiłam robić coś z niczego, siedząc zamknięta w swoim pokoju. Efekt był różny (zazwyczaj mizerny), ale nie zniechęcało mnie to do kolejnych prób stworzenia dzieła mojego życia. Jako Matka Polka stwierdziłam, że raz na jakiś czas należy kreatywnie spędzić czas z dziećmi, a dobrym ku temu powodem, może być nadchodząca zima i tradycyjny już niedostatek śniegu. Postanowiłam, że w sobotę ulepimy bałwana! ALE JAK TO MAMA? PRZECIEŻ NIE MA ŚNIEGU! – usłyszałam od dzieci. – ZOBACZYCIE NIEDOWIARKI – odpowiedziałam myśląc, że jestem cwańsza od siedmiolatka i pięciolatki (tere fere 🙂 ).

Nastała sobota, czas brać się do roboty. Stanowisko pracy zabezpieczone, balony nadmuchane, gazety porwane na kawałki, klej gotowy (przynajmniej tak mi się wydawało). Połączyliśmy ze sobą trzy balony i po odpowiednim unieruchomieniu całej konstrukcji zaczęliśmy obkładać ją papierem. Niby wszystko było ok, ale z tym klejem było coś nie tak. No nic… plan był taki, że dajemy delikwentowi wyschnąć i jedziemy do Castoramy po bajery na choinkę. Powróciwszy do domu zastaliśmy bałwana z fochem opartego o ścianę (pod ciężarem mokrego papieru się przechylił). Próby pocieszenia go poprzez poklepanie po plecach spowodowały, że się biedak rozsypał całkowicie… i to dosłownie.

I to jest właśnie ten moment, w którym ktoś dzwoni do twoich drzwi, a ty w domu masz niezły rozpiździel. Jeśli ktoś ma problem ze zwizualizowaniem sobie skali problemu, to służę pomocą – w salonie leżała sterta gazet polana solidnie wodą z mąką ziemniaczaną i coś, co kształtem przypominało bałwana. Walka była skończona. Posprzątałam bałagan, a bałwan wylądował tam, gdzie ląduje całe zło panoszące się po naszym domu, czyli w gabinecie. Jak to zwykle bywa gdy przyjadą goście, cała zaplanowana na sobotę robota poszła w diabły. I całe szczęście 🙂

Na następny dzień zaplanowana była budowa choinki i tu, ku mojemu wielkiemu szczęściu, plan się powiódł. Mój mąż z pomocą naszego gościa dokonali architektonicznego cudu 🙂 Nie obyło się bez uszkodzeń ciała (plastry w Minionki są stałym elementem wyposażenia domowej apteczki), ale efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania  i weekend zakończył się remisem 1:1.

Na koniec dnia, niczym klamra zamykająca postępujące po sobie tygodnie, poleciał w TV James Bond, którego obejrzeliśmy z naszym gościem korespondencyjnie, ponieważ pojechał już do domu…

2 myśli do „Oczekiwania kontra rzeczywistość, czyli o tym jak bałwan strzelił focha”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *