Moje 3 sposoby na wstawanie rano i dlaczego żaden z nich nie działa

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Poranne wstawanie spędza sen z powiek (i to dosłownie) od zarania dziejów. Człowieka wyspanego, który z uśmiechem na twarzy wychodzi z łóżka, uświadczymy w dwóch przypadkach – w reklamie środków nasennych i wstającego po 10 rano… w okolicach środy.

Moje sposoby na rozpoczęcie dnia:

Na „ambicję”

Wymarzony sposób wstawania – pozwala na zajęcie się sobą i swoimi sprawami zanim na dobre rozkręci się dzień. Podobno w ten sposób wstają milionerzy i wszelkiej maści coachowie życia. Ma swoje plusy – robisz rano to, na co masz ochotę: czytasz, ćwiczysz, spacerujesz, układasz puzzle, grasz na konsoli i nikt ci nie przeszkadza (bo wszyscy śpią). Zanim zacznie się to, co „musisz”, masz już za sobą to, co „lubisz”. Ma też minusy – albo chodzisz spać o 21 i w miarę to ogarniasz, albo chodzisz permanentnie niewyspany.

Jakieś półtora roku temu miałam takie flow, że wstawałam o 5 rano, ćwiczyłam przez 20 minut i uczyłam się włoskiego. Potem zaczynałam standardowy dzień, czyli ogarnianie dzieci do przedszkola i siebie do pracy. Nie wiem jak ja to robiłam, ale byłam nakręcona przez cały dzień, jak królik z reklamy baterii. Oczywiście bajka się skończyła przy pierwszej lepszej chorobie. Wyzdrowiałam, ale już mi się nie chciało. 😅

W podobnej sytuacji jestem teraz. Na szczęście nie jest to piąta rano (dzięki Bogu!) i ograniczam się tylko do porannego rozruchu. Wróciłam tez do nauki włoskiego, ale podchodzę do tematu wieczorem. Ciekawa jestem na jak długo wystarczy mi zapału. 😉

Na „tyle o ile”

Jest to sposób wstawania, który wystarcza na ogarnięcie siebie i dzieci. Mam czas na porządne namalowanie sobie twarzy, wybranie ubrania i spokojne ogarnięcie dzieci do szkoły. Plusem jest to, że mogę sobie pozwolić na obejrzenie wieczorem połowy filmu z mężem (drugą połowę przesypiam) i nawet się wyśpię rano. Dzieci są szczęśliwe, bo ich nie popędzam z rana jak pracowników chińskiej fabryki jeansów. Ba! Nawet stać mnie na ten luksus i poczekam cierpliwie aż „powiedzą mi coś koniecznie w tym momencie” przy porannej toalecie. Zdecydowanie jest to najekonomiczniejszy sposób wstawania spośród tu wymienionych.

Na „mam to gdzieś”

Styl idealny dla tych, którzy zaspali, dla facetów i lasek, które się nie malują. Polega a tym, że wstajesz w ostatniej możliwej chwili, żeby zdążyć tam, gdzie tak się spieszysz. 🙃 W moim przypadku oznacza to skróconą wersję makijażu, jakieś ciuchy i suchy szampon 😉. W odniesieniu do dzieci, oznacza to robienie wszystkiego za nich (tak, mycie zębów i zakładanie gaci siedmiolatkowi 🤫) oraz jedyną uniwersalną odpowiedź na każde pytanie, czyli „pogadamy w samochodzie, a teraz się pospiesz”. Opcja mało wychowawcza i budząca skrajne emocje, dlatego jak nie muszę , to nie korzystam. Ale kto z nas, przy przestawianiu budzika nie pomylił się o godzinkę, niech pierwszy rzuci dinozaurem.

Sposoby Grzegorza

Na cyborga

Szczerze mówiąc, nie wiem jak on to robi, ale jak musi wstać, to po prostu wstaje (przynajmniej z mojego punktu widzenia tak to wygląda. Wolę nie wnikać w jego umysł, bo boję się co mogłabym tam zastać  😳). Nie ważne czy to 3 w nocy, czy 5 rano. Budzik, dwie drzemki i już do nie ma. Ale za to jak nadchodzi weekend… 🙂

Na leniwca

Jest to tryb weekendowy, ale włącza się też wtedy, kiedy ma wolne. Nie wiedzieć czemu, cyborg zamienia się leniwca (i to jednego z tych bardziej leniwych). Można powiedzieć, że śpi aż zgłodnieje ;). Jako że jestem dobrą żoną, to w przypływie tej wielkiej dobroci, pozwolę mu spać w weekend do 10. I wtedy zaczyna się najlepsze. Dzieciowe wymówki pt. „jeszcze chwilę”, to przy Grzegorzu pikuś. Procedura wstawania trwa zwykle około godziny, w ciągu której ja budzę go ze dwa razy osobiście, a potem nasyłam na niego dzieciaki (jak plagi egipskie 😁). Kiedy już wstanie, to w magiczny sposób po bajzlu z piątkowego wieczoru już nie ma śladu, a na stole czeka śniadanie. Normalnie nie dość, że leniwiec, to jeszcze czarodziej 😉

Na dzieciory

Na zakończenie – jest jeszcze tryb „na dzieciory”, który charakteryzuje się dobrze znanym wszystkim rodzicom  zjawiskiem. Dzieciory od poniedziałku do piątku mają mega problem ze wstawaniem o 7 rano. „Mamusiu ja się nie wyspałem, „mamuniu zanieś mnie do łazienki”, „nie mam siły”, to melodia dnia codziennego. Zastanawiam się wtedy, co oni robią w nocy… 🤔 Oczywiście, gdy nadchodzi weekend, to o tej porze Nina i Marcin mają oczy jak pięć złotych i mnóstwo energii (w przeciwieństwie do rodziców). Jak to możliwe?

Generalnie po napisaniu tego wszystkiego mam wrażenie, że frajerka ze mnie 😉 Tylko ja robię po przebudzeniu coś innego, niż ogarnięcie z grubsza własnej osoby. Nie dość tego, to jeszcze robię innym śniadanie. Chyba muszę zastanowić się nad korzyściami wprowadzenia do swojego życia trybu leniwca… tylko kto dzieciom zrobi jedzenie…?

3 myśli do „Moje 3 sposoby na wstawanie rano i dlaczego żaden z nich nie działa”

  1. Niezłe sposoby 😉 Wszystko pięknie, ale problem się zaczyna, gdy pracuje się w domu i nie da gdzie się śpieszyć. Brak konkretnej godziny na którą trzeba się wyrobić i śpi się do 12, a później nadrabia obowiązki do 4 w nocy (historia prawdziwa). Właśnie próbuję się przestawić w ten system „na ambicję”, ale przyznam, że ambicja maleje rano, gdy za oknem słońca jak na lekarstwo, a w łóżku przykład, że można być szczęśliwie zakopanym w kołderkę. Nie wiem ile dzieci mają lat, ale warto rozłożyć obowiązki, żeby nie zwariować. Czasem potrzeba trochę egoizmu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *