HO!HO!HO!

Mikołajkowa akcja znienacka, czyli o tym jak puściłam „All I want for Christmas” na korytarzu biurowca…

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Wprowadzenie do tematu

Zacznę od tego, że mam duży sentyment do świąt Bożego Narodzenia. Uwielbiam czuć to przyjemne ciepełko w sercu i z dnia na dzień rosnące napięcie związane ze zbliżającą się Wigilią. Uwielbiam piosenki świąteczne do tego stopnia, że zrobiłam sobie playlistę na Spotify i słucham jej codziennie (tak wiem, strasznie to lamerskie…). Służbowa wersja mnie jeszcze w ostatnie święta dekorowała biuro, wieszała jemiołę nad drzwiami i zamęczała koleżankę z pokoju świątecznym klimatem (sorry Ania, ale to silniejsze ode mnie).

Kiedy integracja firmowa wejdzie zbyt mocno

Parę miesięcy temu postanowiłam zmienić pracę. Decyzja była trudna i poprzedzona kilkumiesięczną walką z systemem i samą sobą. Całe szczęście wszyscy tę walkę wygrali i rozwód nastąpił bez orzekania o winie, w całkiem niezłej atmosferze. Nie żałuję swojej decyzji, wręcz uważam, że to była najlepsza rzecz, jak mogła się przytrafić i mi, i firmie.

Jedyne za czym tęsknię do tej pory, to ludzie, z którymi pracowałam. Tak dobrze zintegrowanej bandy wariatów ze świecą można szukać i tak się nie znajdzie. Trudno utrzymać kontakty z osobami z byłej pracy – uwierzcie mi, cholernie to trudne. Jak na razie udaje się całkiem nieźle – kilka szybkich spontanów po pracy i dwa zaplanowane z wyprzedzeniem wyjścia do restauracji w ciągu 7 miesięcy to niezły wynik.  Czasem czuć, że czas nie działa na naszą korzyść i są chwile, kiedy nie ma o czym gadać, ale generalnie mamy niezły ubaw. Podczas ostatniego takiego spotkania zaklęłam się, że odwiedzę ich w Mikołajki (znacie ten stan po wypiciu odpowiedniej ilości wina, kiedy wszystko wydaje się możliwe? To było właśnie wtedy). Czas płynął dalej, entuzjazm opadł, a kontakt chwilowo urwał się…

Co? Ja nie pójdę?

Mikołajki zbliżały się nieubłaganie, a ja wiedziałam, że jak nie przyjdę, to będą mi to wypominać przy każdej możliwej okazji. Oczyma wyobraźni słyszałam kolegę mówiącego swoim drwiącym głosem mniej więcej takie zdanie – Taa, ale na pewno przyjdziesz, czy tak jak ostatnio?.. Decyzja zapadła – w Mikołajki idę do biura. No ale ja, jak to ja – jak coś robię, to z przytupem. Wzięłam głośnik bezprzewodowy, włożyłam czapkę Mikołaja i zabrałam czekoladki. Po drodze słuchając świątecznych przebojów, obmyślałam strategię ataku. Oczywiście jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, schody zaczęły się na samym początku – połowa ekipy wyszła na fajkę! Żeby nie zostać zdekonspirowaną, ukryłam się za winklem budynku i czekałam cierpliwie, aż wrócą do biura. Grzecznie wjechałam na trzecie piętro, weszłam na korytarz i puściłam z głośnika Mariah Carey! Ubrana w czapkę Mikołaja, z głośnikiem w torebce zrobiłam wjazd na biuro! Takiej niespodzianki się raczej nie spodziewali.

Naprawdę miło było ich wszystkich zobaczyć, poznać osoby, które mnie zastąpiły i spić kawę z szefami. Trudno było uwierzyć, że to już siedem miesięcy! Czas szybko płynie, a ja cieszę się, że nadal mam tam z kim rozmawiać.

Wnioski

Profesorowie na wydziale filozofii uczyli mnie, że nie wolno generalizować i używać słów typu „większość”, „duża część”, „prawie nikt” itd., jeśli nie mamy dowodów na to, że faktycznie tak jest. Na szczęście byłam średnio ogarniętym studentem i dzięki temu czuję się usprawiedliwiona z użycia tego typu słowa w kolejnym zdaniu. Zakładam, że większość z Was myśli sobie, że konkluzją tego wpisu jest myśl, że nie warto palić za sobą mostów. A tu guzik! Konkluzja jest taka, że czasem warto zaszaleć i zrobić coś niespodziewanego! Dzisiejsza akcja dała mi takiego kopa, że pisząc te słowa nadal się uśmiecham jak głupi do sera. Pamiętajcie, żeby w pędzie codziennego życia znaleźć czas na wdrożenie głupich pomysłów. HO!HO!HO!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *