Mamo, a ile ty masz lat? Czyli o tym, jak dzieci postrzegają czas

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Zawsze zastanawiało mnie dlaczego inaczej postrzega się upływ czasu jak się jest dzieckiem, a inaczej jak się jest dorosłym. Pamiętam, że jako mniej więcej siedmiolatka, miałam poczucie, że okres od jednych do kolejnych urodzin, to prawdziwa nieprzemijająca wieczność. Podobnie było przed upragnioną osiemnastką (wiadomo, imprezowanie na legalu 😉 ) i tym bardziej, dwudziestką jedynką (wejście na legalu do wszystkich sopockich klubów 😀 ). Jako prawie dwudziestolatka miałam ten problem, że choćbym nie wiem jak się postarała, to nie wyglądałam na więcej niż siedemnaście. Po przekroczeniu magicznej bariery 21 lat, czas zaczął pędzić tak, jakby ktoś przycisnął guzik fast forward… i nagle budzę się z dwójką dzieci, które zadają dziwne pytania… 🙂

Poranne przemyślenia

W zeszły poniedziałek dzieciaki myły się rano w łazience. Nina podczas nalewania wody do umywalki zadała pytanie: Mamooo…. a czy jak ty byłaś mała, to była już wynaleziona wodaaaa? Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać, czy może zacząć szukać jakiejś spokojnej kwaterki wiadomo gdzie. Dzieci mówią to, co myślą, więc chyba czas zainwestować w zabiegi medycyny estetycznej, albo kupić moherowy beret 🙂 Zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie w oczach mojego dziecka jestem dinozaurem, czy może po prostu z jej postrzeganiem czasu jest coś nie halo. Dość szybko do odpowiednich wniosków doprowadziła mnie odpowiedź jej starszego brata. – Nina – mówi Marcin – przecież wodę dawno temu wymyślił Jezus Chrystus! No tak! Tyle w temacie wynalezienia wody (nie odkrycia, tylko stworzenia 🙂 ) i poruszania się po osi czasu.

Wczoraj, dziś, rok temu – co za różnica!

Pamiętam, że jak Nina była mniejsza, trudno było w ogóle zrozumieć do jakiego okresu czasu odnosi się jej wypowiedź, ponieważ zamiennie i dowolnie używała takich słów jak: jutro, wczoraj, w zeszłym roku i w przyszłym tygodniu. I tak, chcąc powiedzieć, że wczoraj w przedszkolu było przedstawienie, mówiła – Mama, a w zeszłym roku było w szkole przedstawienie. – No to super… – odpowiadałam nieco zmieszania, bo kompletnie nie wiedziałam o co jej chodzi. Oczywiście potem okazywało się, że chodziło jej o wydarzenie dnia poprzedniego 🙂 Ale ile się człowiek namęczył, żeby do tego dojść!
Marcin z kolei zadaje pytania bardziej egzystencjalne, np. Mama, a kiedy umrzesz? Tak, naprawdę nie wiem co gorsze – poczucie, że każdy dzień zbliża nas do śmierci, czy fakt, że zbliża nas do starości. 🙂 Tak czy siak, tematykę kto jest od kogo starszy i kto kiedy umrze mamy przemaglowaną na wszystkie strony.

Marcin – filozoficznie

Mój kochany syn miał kiedyś jazdę na cmentarze. Za każdym razem, kiedy koło jakiegoś przejeżdżaliśmy, nasuwało się mu jakieś pytanie, a odpowiadanie na pytania z kategorii „śmierć” jest równie niebezpieczne jak praca sapera- raz się pomylisz i dzieciak ma traumę na całe życie.
– Mama, a jak ktoś umrze, to już się nie obudzi? – pyta mniej więcej czteroletni Marcin, podczas podróży samochodem. Droga przed nami była długa, więc nie miałam co liczyć na odpuszczenie tematu. Na rozmyślania też nie miałam za dużo czasu – wiadomo, małe dziecko, to niecierpliwe dziecko. – Tak Marcinku – odpowiadam – jak ktoś umrze, to już się nie obudzi. Nastąpiła chwila ciszy, ale widzę w lusterku, że młody duma dalej. – Czyli… – kontynuuje – jak ktoś umrze i się go włoży do grobu i zakopie, to ten ktoś się już nie obudzi? – No, tak – odpowiadam, czując, że zaraz nadepnę na jakąś minę.
Marcin myśli dalej. Po dobrych kilku minutach, po rozważeniu wszelkich dostępnych mu informacji, coś mu nie grało – Mamuś, a Pan Jezus?- spytał. – Co Pan Jezus? – zapytałam, ale już wiedziałam, do czego zmierza (chciałam tylko zyskać na czasie). – Noo, Pan Jezus umarł, ale po trzech dniach się obudził… – Na taką niespójność logiczną, to nawet student pierwszego roku filozofii nie wpadnie. Jak on to wydedukował, skoro nawet nie potrafi określić która ręka jest prawa, a która lewa?!? Zaczęłam rozważać wszystkie dostępne mi opcje – od teologicznych po biologiczne. Zaryzykowałam stwierdzeniem, że może nie do końca umarł, ponieważ to było bardzo dawno temu, kiedy nie było urządzeń, które mogły jednoznacznie określić, że ktoś nie żyje (tak wiem, będę smażyć się w piekle za głoszenie herezji). Z pośród wszystkich dostępnych mi opcji, ta wydała mi się najbezpieczniejsza. I chyba się udało zaspokoić jego ciekawość, ponieważ nigdy później nie wrócił do tematu (uff!).

Wracając do kwestii upływu czasu

Wszystko sprowadza się do ułamków. Sekret tkwi w tym, że jak mamy pięć lat, to jeden rok stanowi jedną piątą całego naszego życia. Jak mamy 30 lat, to jest to już tylko jedna trzydziesta naszego życia. Czyli im jesteśmy starsi, tym czas szybciej nam mija, bo dana chwila jest „coraz mniejsza” Proste? Proste! Niefajne, ale proste 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *