Majówkowy wypoczynek na półwyspie, czyli weekend z pająkami

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Stali bywalcy półwyspowych kempingów z niecierpliwością wyczekują majowego rozpoczęcia sezonu już mniej więcej od listopada 😄. Niby dopiero niedawno poskładali swoje budki i wrócili do normalnego życia, a już jakby trochę tęskno.

Już, już…

Im bliżej rozpoczęcia sezonu kempingowego, tym częściej w towarzystwie można usłyszeć zlepek kilku popularnych zdań typu: „już się nie mogę doczekać sezonu”, „ciekawe jaka pogoda będzie w tym roku?” albo moje ulubione „mam nadzieję, że będzie wiało”. Czasem ta niecierpliwość jest tak nie do wytrzymania, że już w połowie lutego, kiedy pierwsze słonko daje znać, że zaraz koniec zimy, rozpoczynają się pierwsze pielgrzymki do ziemi obiecanej na wschód od Władysławowa. Nieśmiałe zaglądanie przez ogrodzenie, sprawdzanie czy przyczepa stoi, czy coś się dzieje… Oczywiście, że nic się nie dzieje, na miłość boską, przecież to dopiero luty!

Ale będzie fajnie!

Potem to już z górki. Przychodzi Wielkanoc i zanim człowiek zje te wszystkie czekoladowe jaja i zające, zanim wszamie wszystkie obiady, które dostał od mamy, bo zostały po świętach, okazuje się, że to JUŻ! Można jechać – kemping otwarty 😄 I tu zaczyna się prawdziwy koszmar – ale nie taki jak w bajkach o Scooby Doo, tylko bardziej jak „Opowieści z krypty”. 

Podchodzisz do przyczepy… no tak… przypomina ci się, że na jesień ktoś koniecznie chciał zobaczyć jak masz w środku, a że klucza nie miał, to pomógł sobie łomem 😒. Punkt 1: naprawić drzwi.  Jakimś cudem udaje się je otworzyć i nawet się nie rozsypują. Czy wchodzisz do środka? Jasne… że nie, przecież w środku jest cały meblowy dobytek z przedsionka i dworu, który trzeba gdzieś upchnąć na zimę, no i oczywiście sam przedsionek, który ustawnym meblem nie jest w żadnym wypadku. Najłatwiej byłoby wywalić wszystko na dwór, żeby móc wejść do przyczepy, ale this is Sparta i tu nic łatwe nie jest 😂.

Bez wody, łazienki i innych podstawowych wygód zabierasz się do malowania podłogi w przedsionku, bo jak nie pomalujesz, to nie rozłożysz przedsionka. No tak, ale na świeżo pomalowanej podłodze też nic nie zrobisz…cholera… jedziesz do domu.

Podejście numer dwa

Podłoga wyschła, można działać. Jak przedsionek stanie, to hulaj dusza, piekła nie ma, bo deszcz już nam niestraszny i jest gdzie wypakować te wszystkie graty zalegające w przyczepie! Jedziesz, wysiadasz szczęśliwy z samochodu, a tu nagle przychodzą chmury i pada deszcz, albo wieje wiatr, albo jedno i drugie. Z rozkładania przedsionka nici… ALE okazuje się, że ktoś znajomy też przyjechał… i się zaczyna… 😉 To dość zadziwiające jaki człowiek potrafi być gibki jak napije się odpowiedniej ilości pewnej substancji. Nie dość, że pokona zasieki z mebli ogrodowych, przedsionka i bóg jeden wie czego jeszcze i dojdzie do łóżka w przyczepie, to jeszcze obudzi się szczęśliwy pośród bałaganu, bo zaliczył PIERWSZY NOCLEG w przyczepie 😄

Dzień trzeci

Dziś jest TEN dzień, dzień w którym stanie przedsionek! Śniadanie jesz na kolanach, na jednorazówkach (bo przecież trzeba wszystko umyć po zimie) i na szybciocha, bo szkoda czasu. Zabawę zaczynasz wyjęcia wszystkiego, co potrzebne z przyczepy. Teraz zaczyna się prawdziwa rozkminka pt. gdzie powinna być ta rurka i dlaczego nic do siebie nie pasuje? I jak co roku obiecujesz sobie, że tym razem na pewno ozdjęciujesz całą konstrukcję, żeby za rok nie zastanawiać się „jak to było” (oczywiście potem i tak tego nie robisz 😉). Szczęśliwy ten, który ma już przedsionek i woda mu nie stoi na dachu po deszczu. Normalnie Pan Życia i Śmierci!

Inside job

Jako szczęśliwy posiadacz przedsionka możesz zabrać się do ogarniania przyczepy w środku. Najpierw należy wynieść wszystko, co włożyło się do środka na zimę. I tu pojawiają się standardowe pytania natury egzystencjalnej – jak ja wcisnęłam tam tą szafę i – co gorsza – jak ja to stamtąd wyciągnę?? Jak wiadomo przyczepowe drzwi nie należą do największych, no i nie zapominajmy, że ledwo trzymają się kupy po jesiennym włamie. Ale udaje się szczęśliwie wszystko wynieść i prawie nic nie uszkodzić (zawsze coś się wgniecie albo zarysuje – to jest chyba jakieś odwieczne prawo natury😉).

W międzyczasie zdążysz zgłodnieć. Niby dostęp do kuchni już jest, nawet gaz w butli masz i wodę w krainie, ALE (zawsze się jakieś znajdzie 😄) przecież nic nie jest umyte, a jak masz tyle szczęścia co ja, to myszki lubią myszkować zimą w twojej przyczepie. I znowu jesz suchy chleb z serem (bo zapomniałeś kupić masła) i zapijasz wodą z butelki (zrobienie herbaty w tych warunkach trwałoby co najmniej pół godziny, bo przecież trzeba wszystko umyć🙄). 

Małgorzata Rozenek kempingu

Kiedy skończyły ci się już wszystkie wymówki na to, żeby nie sprzątać, czas wziąć się do roboty. Sprawa jest skomplikowana niczym system naczyń połączonych Archimedesa. Metodologia sprzątania tych szalonych 14m2 jest nadmiernie skomplikowana i obfita w miejsca siniakogenne. Średnio co 12,5 minuty przechodzi ci przez myśl zdanie „tego teraz nie posprzątam, bo najpierw muszę posprzątać tamto”. A po całym dniu latania ze szmatą nadchodzi nowy typ przemyślenia pt. „czy ja to już przetarłam?” Potem okazuje się, że wytarłeś tylko pół blatu, bo w trakcie wycierania przypomniało ci się , że tak właściwie, to jeszcze nie skończyłeś wycierać stolika, którego wycieranie przerwałeś, bo przypomniało ci się, że najpierw chciałeś umyć suszarkę na naczynia, bo jak ją umyjesz, to będziesz mógł umyć kubek, żeby zrobić kawę… a nie… jeszcze trzeba umyć czajnik… 😅.

Tym sposobem, powoli, do przodu, niczym pierwsi osadnicy przedzierasz się przez najbardziej przerażające zakamarki przyczepy. A tam, oczywiście czai się ON. Ten wielki, włochaty, wielonożny i multioczny kolega z poprzedniego sezonu, który obudził się z zimowego letargu i jest tak samo zaskoczony twoją obecnością, jak ty jego. Na szczęście masz nad nim tą przewagę, że on jest jeszcze śnięty, a tobie krew się ścięła w żyłach na jego widok, a mózg przyjął strategię obronną „walcz lub uciekaj”. W tej chwili masz kilka wyjść: 1) najpopularniejsze – zatłuc gnojka i wciągnąć odkurzaczem, 2) złapać gnojka i wypuścić na dwór (serio, znam ludzi, którzy tak robią), 3) zostawić gnojka, przynajmniej będzie muchy łapał (tego nie jestem w stanie zrozumieć 😱). W moim przypadku otwiera się bramka numer cztery, ponieważ widok włochatego jegomościa powoduje u mnie całkowity paraliż – wołam „Grzeeeeegoooorz! Paaaaająąąk!”. I wtedy wchodzi on – cały… w pajęczynach (nawet nie chcę wiedzieć co on sprzątał 😳) i niczym terminator pozbywa się pająka skuteczniej, niż stary Hajzer plam z trawy na skarpetach.

Pamiętam, jak pewnego roku koleżanka usiadła przy stole w swojej przyczepie. Za nią było okno, firanki i zasłonki. Siedziała sobie zadowolona, w przeciwieństwie do siedzącego na przeciw niej chłopaka, który z przerażeniem w oczach przyglądał się zaczepionej w firankę koło jej głowy, lekko zasuszonej myszce! Chyba nie muszę opisywać jej reakcji…”Opowieści z krypty” to przy tym bajeczka dla dzieci…

Almost finished

Kiedy przyczepa lśni niczym bursztyn na słońcu, można… nieee, jeszcze nie czas na relaks – można umyć te wszystkie gary, talerze i szklanki, zastanawiając się przy tym, na cholerę tyle tego w szafkach, skoro korzystasz tylko z kilku, a reszta kurzy się gdzieś w głębi szafek.

Potem to już z górki, w końcu widać już efekty ciężkiej pracy i nawet możesz robić sobie coś do jedzenia, co nie jest kanapką z serem. By the way… czy ktoś próbował kiedyś zrobić pierogi na grillu? Są zadziwiająco smaczne, ale nie wiem czy to zasługa samych pierogów, czy tego, że nie są kanapką z serem 😉

It’s time to relax 😎

Nadszedł TEN dzień! Dzień, w którym budzisz się z rana i wiesz, że masz wszystko ogarnięte. Dzień, w którym możesz wziąć prysznic w łazience i jesz śniadanie jak cywilizowany człowiek. Dzień, w którym odwiedzający cię znajomi zazdroszczą ci wykonanej roboty, bo ich to dopiero czeka (biedaczki) 😉. I wiesz, że teraz to już tylko relax 😁.

Ten stan osiągnęłam dziś i bardzo mi tym dobrze 😊

P.S. Pozdrawiam wszystkich sprzątających przyczepy po zimie – niech bóg wiatrów ma Was w swojej opiece!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *