Kto to jest człowiek zabawny? Obserwacje życia codziennego

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Ciekawa jestem kto, tak na poważnie, zastanawiał się nad tym jak to się dzieje, że to samo zdarzenie w umyśle jednej osoby przechodzi bez echa, a u drugiej wywołuje nieposkromioną falę głupich myśli, które przekładają się na jeszcze głupszą historię do opowiedzenia…

Gromadzenie materiału do badań

W życiu codziennym ostatnią rzeczą, jaką można powiedzieć o mnie i moim mężu, to że jesteśmy osobami poważnymi. Oboje wolimy brać życie nie do końca serio i traktować je z przymrużeniem oka. Ci, którzy nas znają, wiedzą o co chodzi. Tym, których jeszcze nie poznaliśmy napiszę pokrótce, że mój Grzegorz i ja znajdujemy powód do śmiechu i żartów w prawie każdej sytuacji. Głupoty wyskakują nam niczym króliki z kapelusza magika, a dzień bez durnych tekstów, to dzień stracony.

Nie wiadomo dokładnie z czego to wynika, ale wydaje mi się, że trochę szkoda nam życia na bycie zdziadziałymi piernikami, martwiącymi się o rzeczy, na które nie mamy wpływu i wolimy zachowywać się jak gimnazjaliści na dwudniowej wycieczce szkolnej. Owocuje to dużą liczbą zabawnych sytuacji, dzięki czemu w domu jest dużo śmiechu i mało nudy.

Aspekty teoretyczne…

Spędzając piątek i sobotę na firmowej imprezie świątecznej, zaczęłam się zastanawiać skąd biorą się nasze durne pomysły i zabawne (lecz nieziemsko suche) teksty. Przypomniał mi się pewien rysunek znaleziony w internecie, który doskonale wizualizuje pracę mózgu osoby zabawnej.

Idąc dalej tym tropem poczyniłam rozmyślania na temat tego, że mózg człowieka zabawnego pracuje w inny sposób niż człowieka niezabawnego. No bo jak to niby możliwe, że ta sama rzeczywistość (bo przecież nie żyjemy w innych wymiarach) oddziałuje na nas inaczej? Moje wnioski na ten temat nie są poparte żadnymi badaniami ani pracami naukowymi, tym bardziej nie konsultowane z nikim (nawet z lekarzem i farmaceutą). Moja wiedza na temat procesów biochemicznych zachodzących w mózgu jest żadna, ale ostatnio każdy może być ekspertem od wszystkiego, więc czemu nie ja? Wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że różnica między mózgiem zwykłego człowieka, a tego zabawnego tkwi w rodzaju i sposobie przyswajanych informacji. Patrząc na powyższy rysunek można wywnioskować, że temu drugiemu mózgu poszło coś nie tak

i analiza empiryczna

Mała dygresja…

Czym różni się zwykły kumpel od prawdziwego kumpla? Powiedzmy, że potknęłam się, przewróciłam i rozbiłam sobie głowię. Zwykły kumpel podbiega, pomaga mi wstać, udziela pierwszej pomocy, wzywa karetkę, itd. Co robi prawdziwy kumpel? W sumie to samo… jak tylko przestanie się ze mnie śmiać i dogryzać, co ze mnie za łajza, że nawet chodzić nie umiem. Podobnie jest z rodzinnym życiem osób zabawnych.

Powrót do tematu…

Pamiętam jak Marcin zeszłej zimy rozbił głowę o stół. Przyjechał do nas kumpel z córką. Razem mieliśmy jechać na narty na Wieżycę. Marcin skakał do kanapie (oczywiście jakiś gazylion razy mówiliśmy mu, żeby tego nie robił). Skakał, skakał i … przestał skakać, bo spadł z kanapy. Siedzieliśmy z Grzegorzem w kuchni, więc szczegółów tego zajścia nie widzieliśmy, tylko zaczęliśmy się śmiać. Nasz Marcin ma to do siebie, że jak uderzy się tak, że naprawdę boli, to na początku nie płacze. A my śmialiśmy się w najlepsze. Kolega zwrócił nam uwagę, że Marcin się chyba uderzył. Trzeba było przyjąć postawę odpowiedzialnego rodzica i ochrzanić dzieciaka za to, że skakał po kanapie, mimo że nie wolno (Ile razy ci mówiłam, że...).

Potem zrobiło się mniej wesoło, gdyż okazało się, że Marcin krwawi. Rozcięcie na głowie nadawało się do szycia. Co robi zwykły rodzic? Zabiera delikwenta na pogotowie, a cała historia, przyprawiona nutą dramatyzmu jest potem opowiadana latami, jako traumatyczne zajście, które zmieniło bieg historii. Co zrobiliśmy my? Ogoliliśmy mu głowę w miejscu rozcięcia i przykleiliśmy szwy w plastrach (przezorny zawsze ubezpieczony 🙂 ). Cała akcja w moich wspomnieniach wygląda jak scena z jakiejś nędznej komedii – szczególnie moment golenia głowy. Efekt przerósł nasze oczekiwania i wyglądał mniej więcej tak:

Normalny rodzic po udzieleniu pierwszej pomocy położyłby dziecko do łóżka, albo do wieczora czule tulił na kanapie. My spakowaliśmy się i pojechaliśmy na narty! Tak wiem, z pewnością możemy kandydować do tytułu Rodziców Roku, albo przynajmniej zostać objęci opieką kuratora. Młody traumy nie miał, a w szkole to nawet uchodził przez chwilę za bohatera (szwy na głowie robią swoje).

Wnioski wysnute chybcikiem

Doprowadzając wywód do końca – wydaje mi się, że sekret bycia zabawnym tkwi w innym postrzeganiu otaczającej nas rzeczywistości i nie braniu wszystkiego do siebie. Tego staramy się nauczyć też nasze dzieci. Dziś córka poprosiła tatę, żeby pokroił jej jabłko. Gdy kroił, Nina zapytała go Tata kiedy umrzesz? Mój głośny śmiech było słychać z drugiego końca domu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *