Piątek weekendu początek, czyli jak przeżyć weekend tak, żeby wspominać go przez kolejny tydzień

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Pierwsza myśl o weekendzie zazwyczaj pojawia się w czwartek wieczorem, kiedy zdaję sobie sprawę, że jeszcze tylko piątek i JUŻ! Mamy w naszej rodzinie pewne weekendowe rytuały, bez których nie wyobrażam sobie tego cotygodniowego wypoczynku

Faza przygotowawcza

Faza przygotowawcza polega głównie na tym, że w czwartek wieczorem dowiaduję się, że ktoś (zwykle skład jest ten sam co weekend) wpadnie do nas w piątek. Tak, w piątek, czyli wtedy, gdy po całym tygodniu graty naszych dzieci i bambetle wszelkiej maści leżą wszędzie, tylko nie tam gdzie powinny, a łazienka wygląda tak, że kontrola sanepidu uciekłaby jeszcze przed przekroczeniem jej progu. Wtedy do akcji wkraczam ja – cała na biało 😉 A tak na serio – co zwykle robią ludzie w piątek po pracy? Sadzają cztery litery przed TV i się relaksują. Co robię ja? Sprzątam! Przelatuję jak huragan po całym domu. Grożę dzieciom, że jeśli nie zabiorą swoich gratów z salonu, to wyrzucę je do śmieci. Wiem, wiem… nie bardzo to wychowawcze, ale pamiętam, że jak mój tata mi tak mówił, to zawsze działało. Żeby nie było, sama też muszę posprzątać wszystkie rzeczy, które magazynuję przez cały tydzień na stole w salonie. W piątki zostają przenoszone do gabinetu i tam składowane na czas nieokreślony. Każdy z nas w młodości imał się różnych profesji. Ja raz wyemigrowałam na wakacje do Londynu i między innymi sprzątałam pokoje w jednym z tamtejszych hoteli. Nabyłam tam bardzo przydatną umiejętność sprawiania, że pomieszczenie wygląda na posprzątane (a to ci psikus!). Ta niezwykła moc sprawia co tydzień cuda w moim domu i dzięki temu jestem w stanie jako tako przyjąć gości nawet w piątek.

Weekend właściwy

Praktycznie każdy weekend składa się z powtarzalnych, stałych elementów, które miksujemy w dowolnych konfiguracjach. I tak – spotkania z przyjaciółmi najczęściej odbywają się u nas, czasem to my jesteśmy na wyjeździe. Szczegóły owych spotkań owiane są tajemnicą państwową i za ujawnienie ich grozi społeczne wykluczenie na okres jednego sezonu… Ale spokojnie, nie odprawiamy żadnych rytualnych mordów i nie obryzgujemy się krwią cieląt w celu oczyszczenia duszy z grzechów. Obowiązuje kulturka – krawacik (klient w krawacie jest mniej awanturujący się), czyli klasyka polskiej domówki ludzi po trzydziestce. Generalnie, jak się już nagadamy, to puszczamy Jamesa Bonda i większość z nas ucina sobie drzemkę dla urody.

Czasem zdarzają się zawody sportowe i inne atrakcje dla dzieci – niby wstając o 7 rano w sobotę mam ochotę strzelić sobie w głowę z wyrzutni NERF. Ale potem, gdy widok dziecka dzierżącego brązowy medal (współdzielony razem z pięćdziesiątką innych dzieci) powoduje napływ emocji, których nie jestem w stanie powstrzymać i stwierdzam, że było warto.

Skoki narciarskie to u nas klasyka weekendu. W sezonie zimowym cały grafik sobotnio- niedzielny układany jest pod oglądanie skoków w TV. Nieważne co by się nie działo, skoki oglądać trzeba! (Nie rozumiem ludzi, którzy nie rozumieją jak można to oglądać 🙂 ) Dla mnie jest to tak nierozerwalnie związane z weekendem, jak głos Krystyny Czubówny z programem przyrodniczym albo jajecznica na niedzielne śniadanie. Praktykujemy wieloletnią tradycję dmuchania naszym pod narty, a innym w plecy oraz przekręcania  nazwisk skoczków (nasze dzieciaki są ekspertami w obu dziedzinach).

W tym tygodniu skoków nie ma, ale jako osoba uważająca się za kreatywną i (o zgrozo) ambitną, zaplanowałam lepienie bałwana z dzieciakami. Wiem, wiem… nie jestem ślepa i widzę, że za oknem nie ma grama śniegu. Prognozy pogody też nie są łaskawe dla osób lubujących się w zimnym białym puchu, ale mam pewien pomysł. 🙂 Zobaczymy co z niego wyjdzie.

A wy co robicie, żeby weekend był niezapomniany?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *