Ile razy trzeba dziecku powtórzyć, żeby usłyszało? Czyli o granicach rodzicielskiej cierpliwości

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Historia choroby

Od kilku dni prowadzę wnikliwe badania na temat tego, ile razy trzeba powtórzyć komunikat, żeby dziecko wczytało oraz czy ton, barwa głosu i ilość użytych decybeli mają znaczenie. Wyniki raczej nikogo nie zdziwią… ale do rzeczy!

Klasyka dramatu – Grzegorz jest w delegacji, a ja zostałam sama z dwoma szkodnikami. Jako mistrzyni wszechogarniająca całe zamieszanie, bez większego spięcia szykuję dzieci do szkoły. Pobudka, mycie, ciuchy, drugie śniadanie, bidon, plan lekcji i strój na w-f – słowem, wszystko ogarnięte. Patrząc z zewnątrz, można by pomyśleć, że zostałam nominowana do nagrody Matki Roku. Ale jak wiadomo, prawda tkwi gdzieś głębiej.

Badania empiryczne  i obserwacja kliniczna

Pakujemy się do samochodu, podjeżdżamy do szkoły, wysiadamy. I co? Marcin nie wziął plecaka… Jak można zapomnieć plecaka do szkoły?!? Dżizas! Zostawiam dzieciaki i wracam na prędkości do domu po plecak, w głowie odprawiając mantrę „OM” i modląc się o spokój duszy. Po zakończonej akcji czas na odpoczynek od dzieci, czyli pracę (nie ma to jak spędzić 8 godzin wśród samych dorosłych, normalnie relax 🙂 ). Po pracy odbieram dzieciaki ze szkoły i wracamy do domu. – Gdzie jest twoja bluza? – pytam (tu można wstawić dowolne imię dziecka, bo i jedno i drugie notorycznie zostawia coś w szkole) – Nie wiem, pewnie gdzieś ją zostawiłem/am… – słyszę w odpowiedzi i zaczynam w środku bulgotać niczym gulasz wołowy na gazie.

Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność, ale myślę, że każdy kto miał przez dłuższą chwilę do czynienia z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym, wie o co chodzi. Pytanie brzmi – dlaczego to zdarza się codziennie? Wydaje mi się, że odpowiedź kryje się w… słuchaniu. Widzę po moich dzieciach, że są tak przepełnione informacjami, że w pewnym momencie kończy im się pamięć operacyjna i przestają wczytywać nowe informacje.

Diagnoza i dalsze leczenie

Z moich obserwacji wynika, że żeby dziecko wczytało informację, np. Idź ubierz buty i kurtkę, bo wychodzimy, muszę ją powtórzyć co najmniej trzy razy, z czego ostatni raz krzycząc i grożąc konfiskatą tabletu albo (co niewyobrażalnie gorsze) skasowaniem hasła do Wi-Fi. W odpowiedzi słyszę – No już idę, idę, mama nie musisz od razu podnosić na mnie głosu! – RAZ, DWA… CZTERY, pięć…siedem… – liczę w pamięci do dziesięciu, żeby nie zamienić się w diabła tasmańskiego z kreskówki o króliku Bugsie. Pytam delikwenta jak to jest możliwe, że wcześniejszych dwóch kulturalnych uwag na temat czynności, które należy wykonać, nie usłyszał? No cóż, odpowiedź na to pytanie chyba na zawsze zostanie owiana tajemnicą. Ostatecznie udaje mi się ogarnąć dzieci tak, że mają na sobie dwa swoje buty, czasem nawet do pary.

P.S.

W trakcie pisania tego posta zdarzyło się dokładnie to, co zostało opisane powyżej 🙂 , tyle że w trakcie odrabiania lekcji. Nadal nie wiem co słyszy mój syn, kiedy mówię do niego spokojnie. Podejrzewam, że to samo co mój mąż, kiedy zwracam mu na coś uwagę, czyli szum morza…

Plaża

3 myśli do „Ile razy trzeba dziecku powtórzyć, żeby usłyszało? Czyli o granicach rodzicielskiej cierpliwości”

  1. Piszesz fantastycznie… mega mi się podoba. Troche tez trenowalas, a już na pewno znasz lub słyszałaś o co najmniej kilku trenerach. Dobry trener nie musi powtarzać więcej niż 1 raz, bo jest Konsekwentny. Jeśli uczeń, czegoś nie wykona następstwo jest po pierwszym razie. Bez straszenia, denerwowanie się itp. Spróbuj, niczego nie tracisz 😉 powodzenia

    1. Oczywiście masz rację! Ale w natłoku codziennych spraw, czasem naprawdę trudno zapanować nad emocjami. Uwierz mi – próbuję codziennie 🙂 Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *