Czy można przedawkować Boże Narodzenie?

Udostępnij, jeśli wywołam uśmiech na Twojej twarzy 😉

Najczęściej powtarzanym dziś przez ludzi hasłem jest stare dobre Święta, święta i po świętach. Ja natomiast zastanawiam się od rana, czy czasem nie przedawkowałam świątecznego klimatu. Pierwszy raz Boże Narodzenie mnie pokonało i nawet się cieszę, że już jest po wszystkim. Ale zacznę od początku…

Santa Claus is coming to town

Sobota była długo wyczekiwanym dniem eksplozji świątecznych nastrojów. O ile dom był już jako tako wystrojony, to tego dnia mieliśmy kupić i udekorować choinkę. Zamiast jak normalny człowiek w piątek walnąć się na kanapie i zapomnieć o bożym świecie, my znów zrobiliśmy sobie niezapomniany weekend 🙂 . Tym razem posiadówka rozrosła się do całkiem pokaźnego kinderbalu, w którym uczestniczyło sześciu dorosłych i ośmioro dzieci. Tak więc, jak można się domyśleć, pełni energii życiowej ruszyliśmy w sobotę na plantację choinek. Nie mogło być lepiej. Na dworze prószył śnieg, był delikatny mróz. Dzieciaki szalały między drzewkami. W tym roku postanowiliśmy kupić największy świerk, jaki zmieści się w salonie. Grzegorz i ja zastanawialiśmy się między ciekawą szkaradą, a klasyczną pięknością. W tym roku padło na tę drugą. Pełni dumy czekaliśmy na pana, który z precyzją godną chirurga ściął ponaddwuipółmetrowe drzewko, po czym oświadczył, że należy się 25 złotych… Przepraszam, ile?? – pytam. – Dwadzieścia pięć…- odpowiedział pan i nie przyjął ani grosza więcej. Stałam tam przez chwilę i zastanawiałam się, czy czasem nie zapomniał dodać przedrostka sto-, bo jak pamiętam, ostatni raz, kiedy wydaliśmy tyle na choinkę, to jak mieszkaliśmy pod Tczewem i była wyprzedaż małych szkarad w jednym z tamtejszych marketów budowlanych (jak można się domyśleć, straciła prawie wszystkie igły zanim przywieźliśmy ją do domu). Niestety ubieranie choinki zostało przełożone na niedzielę, ponieważ topniejący śnieg lał się z niej litrami.

You’re Mean One Mr. Grinch

Nadszedł TEN dzień. Tradycyjnie, w świątecznej ekstazie, w akompaniamencie świątecznych hitów ze świątecznej, własnoręcznie ułożonej składanki na Spotify, przystąpiliśmy do strojenia świątecznej choinki, a za oknem padał śnieg. No bardziej świątecznie się już nie dało 🙂 . Nie wiem czy kominem, czy przez kanalizację, ale wkradł się do domu Mr. Grinch i z całej siły chciał nam popsuć zabawę. Najpierw połowa światełek w lampkach przestała świecić – spoko loko, mąż naprawi. Potem dowiedziałam się dość brutalnie, która bombka jest moją ulubioną (dla niewtajemniczonych – żeby dowiedzieć się, którą bombkę lubi się najbardziej, wystarczy ją zbić i wtedy już się wie). Moją ulubioną zbiła Nina i konieczne okazało się użycie dobrze znanej mantry OM. Na domiar złego, gdy córcia w pełni szczęścia biegała później po salonie z łańcuchami, udając wróżkę czy inną gimnastyczkę, zahaczyła łańcuchem o filiżankę z ULUBIONEJ kolekcji po babci. Ożeż ty! Grinch miał ubaw po pachy. Świąteczny klimat poszedł sobie gdzieś daleko. Usiadłam i poczekałam aż wróci. Na szczęście widok udekorowanego drzewka ukoił moje zszargane nerwy. A wieczorem mąż zrobił grzane wino 🙂

All I want for Christmas is…

Chcąc odkupić swoje występki, postanowiłam zrobić coś dobrego i upiec ciasto bezglutenowe, żeby moja szwagierka mogła je zjeść i nie cierpieć katuszy. O szóstej rano, niczym łowcy Crocsów pod Lidlem, stałam pod Tesco czekając na otwarcie (nie znoszę robić zakupów przed świętami – wolę się nie wyspać, niż błądzić w tłumie po południu). W godzinę ogarnęłam zakupy na dziale bezglutenowym oraz kilku innych. Dumna jak paw wróciłam do domu z bezglutenowymi biszkoptami do tiramisu i mieszanką do ciasta. O ile tiramisu okazało się jak zwykle smaczne (tego chyba nie da się zepsuć), to ciasta czekoladowego nie uratowało nawet przełożenie warstwami dżemu i oblanie polewą czekoladową. Ten wspaniały wypiek nadawał się jedynie do śmietnika, ewentualnie jako cegła do wybicia czyjegoś okna. Ostatecznie walka z glutenem zakończyła się remisem – bezgluten vs jolanta.the.wife – wynik 1:1

He’s gonna find out who’s naughty or nice

Nadeszły długo wyczekiwane święta. Wigilia na wsi brzmi bajecznie, na dodatek śnieg jeszcze nie zdążył stopnieć! Pełni optymizmu zapakowaliśmy nawet narty biegowe. Boże Narodzenie u teściów ma swój specyficzny klimat. Nie sądzę, żeby ktoś miał pod choinką tyle prezentów na głowę, co my. U nich potrzeba by z pięciu choinek, żeby wszystko pomieścić. Na dodatek, co roku po ogrodzie chodzi prawdziwy Mikołaj! Po kolacji wigilijnej dzieciaki podchodzą z ciocią Kasią do okna i wypatrują pierwszej gwiazdki. Wtedy pojawia się ON, cały na czerwono. Skubaniec nawet w tym roku nam pomachał, tylko jak zwykle Grzegorz go przegapił i nie widział 😉 . W ogóle w tym roku Wigilia była pełna świątecznych cudów. Kasia twierdzi, że podwórkowy kot przemówił do niej ludzkim głosem i powiedział, że przy jej samochodzie Mikołaj zgubił dwa prezenty – całe szczęście, że zwierzęta przemawiają tego dnia po ludzku, bo ktoś nie dostałby prezentu…. ale zaraz zaraz… tak się właśnie stało, ale dzień później…

Mała dygresja

Od jakiegoś czasu nie robimy sobie z Grzegorzem prezentów. Wiadomo, nie chce się/ nie ma pomysłu/ no bo w sumie po co.* (*dowolne skreślić). ALE w tym roku mąż poruszył temat prezentów przed świętami. No skoro poruszył – pomyślałam – to pewnie coś dla mnie znalazł. Nie było to dla mnie kłopotliwe, bo w sumie też coś dla niego mogłam mieć. Szybkie zakupy przez Internet i sprawa załatwiona, będzie Pan zadowolony 🙂

Koniec dygresji

Jakież było moje zdziwienie, jak po powrocie od teściów okazało się, że pod choinką są prezenty dla wszystkich, tylko nie dla mnie! Najbardziej zszokowane były dzieciaki. – Mama, dlaczego nie ma dla ciebie prezentu? – pytają. – Hmm, nie wiem. Może Mikołaj o mnie zapomniał? – odpowiadam. – A może mama była niegrzeczna??? – słyszę w odpowiedzi. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać, bo o ile brak prezentu kompletnie mnie nie zmartwił, to fakt, że dzieci po raz pierwszy zobaczyły, że można nie dostać prezentu był dość kłopotliwy. Zawsze przed świętami żartuję sobie, że trzeba być grzecznym, bo Mikołaj patrzy, a jak ktoś coś zbroi, to mówię, że ma minus jeden prezent. No cóż, w tym roku trafiło na mnie 🙂

Have Yourself a Merry Little Christmas

Bogatsza o trochę gotówki, kolejną parę za małych rękawiczek i początki nerwicy zakończyłam święta tuląc się do męża. Ponieważ dziś rano szłam do pracy, szepnęłam mu wczoraj czułe słówko na dobranoc – ilustracja poniżej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *